hasło:
zapamiętaj
Podróże

Wycieczka do Egiptu 13-21.01.2009


Przygotowania do wyprawy


Moja wspaniała żona Marzena od Św. Mikołaja pod choinkę dostała bilet na wycieczkę do Egiptu z osobą towarzyszącą. Podjęła tę ryzykowną decyzję i jako osobę towarzyszącą wskazała mnie. Pewnie na Jej zgubę i ryzyko. Tak więc zaopatrzeni w wiele informacji na temat miejsca ewentualnego pobytu, spakowani i znakomitych nastrojach wybraliśmy się do Warszawy, a stamtąd lotem czarterowym do Egiptu – do wspaniałego miasta hoteli i turystów – SHARM EL SHEIKH. Nasz hotel, to 4-gwiazdkowy RESTA SHARM, ze wspaniałym, ale zimnym basenem oraz cudowną okolicą wypoczynkową. Ciekawe jest to, ale całe miasto jest permanentnie nastawione na turystów. Wszystkie możliwe kombinacje cen i upustów powodują, że turystów jest stosunkowo dużo, ale mam osobiście pewne wątpliwości, co do ich rzeczywistej jakości i statusu. Nie mniej jednak wydaje mi się, że nareszcie Polska i Polacy zaczęli penetrować obce i egzotyczne kraje, pokazując, że Europa i Świat cywilizowany, to także my.

Po przylocie do SHARM EL SHEIKH czekały na nas autobusy przed lotniskiem z napisami BT ITAKA. Wykup wizy na lotnisku, krótkie pakowanie i odjazd do hotelu. Na miejscu szybki kwaterunek w pokoju, zimny drink nad basenem i relaksacyjny spacer po okolicy. Pozostało wspomnienie książek o Faraonie i jego Dolnym i Górnym państwie.

Ach, jakże inaczej obecnie wygląda ten kraj! Setki małych, przytulnych i wtopionych w klimat i krajobraz hoteli, dziesiątki rezydentów i nie rezydentów, usłużna i ugrzeczniona obsługa - to wszystko stało się dostępne dla Polaków w ciągu zaledwie kilku lat, no może kilkunastu. Obsługi hotelowej jest stosunkowo dużo, w restauracji też kilku pracowitych kelnerów. To wszystko wskazuje, że przemysł turystyczny faktycznie kwitnie i jest prawdziwym przemysłem. Koszt naszej wycieczki to 1050,- PLN od osoby za siedmiodniowy pobyt. Podobno w ramach last minute były też sprzedaże po tej samej cenie za 2 tygodnie, ale i tak nasz Mikołaj zafundował Marzenie tylko taki europejski luksus. JAK LUKSUS, TO LUKSUS.

13.01.2009, wtorek.
Rano o godz. 6.00 pobudka, szybkie ubieranie się, ostatnie pakowanie i wyjazd na lotnisko Okęcie w Warszawie. Odbiór voucherów, odprawa bagażowa i osobista, zakupy alkoholowe i wsiadamy do samolotu – Boenig 737, około 200 pasażerów na pokładzie. Podnosimy się z pasa startowego – 9.30. Lądowanie w SHARM EL SHEIKH o 13.30. Temperatura powietrza +22C. Wieczorem spada do +15C. Wieje mocna bryza od Morza Czerwonego. Podobno temperatura wody wynosi około +26C. Przyjazd do hotelu – 15.30. Zakwaterowanie i pierwsze zimne piwo Luxor około godz. 17.00.

Wieczorem jeszcze przed kolacją krótki spacer po hotelowym mieście. Odwiedzamy kilka sklepów, jakiś interesujący market i wreszcie wracamy na kolację. Jedzenie znakomite. Absolutnie wystarczające i obfite. Do woli pić i jeść, to prawdziwa frajda. Uwaga obżartuchy. Po kolacji krótkie oglądanie wiadomości wieczornych i do łóżeczka. Wygodne, też luksusowe, z możliwością cudownego wypoczynku. Nasz pokój ma widok na inne osiedla, ale od frontu mamy basen z barem oraz wewnętrzną hotelową plażę. Wszystko jak z obrazka. Jestem naprawdę zaskoczony i zadowolony z tych wspaniałych widoków i wspaniałych miejsc. Zobaczcie zresztą sami.

14.01.2009, środa. Jesteśmy już po śniadaniu. Za kilka chwil wybieramy się na spotkanie z rezydentem. Podobno jest to osoba od wielu lat przebywająca w Egipcie – Grażyna Szopińska. W jego trakcie mamy dowiedzieć się kilku szczegółów odnośnie pobytu tutaj.

Okazało się, że nie wszystkie wycieczki są zapewnione fakultatywnie w podanych wcześniej terminach. Ponadto przewidywane są problemy związane z działaniem sejfów, ale z tym jakoś sobie poradzę (jak mam nadzieję). Poza tymi drobnymi utrudnieniami wszystko pozostałe funkcjonuje znakomicie. Egipcjanie są bardzo sympatyczni i usłużni. Co prawda na każdym miejscu oczekują jakiegoś bakszyszu, jednakże nie są zbyt nachalni. Wreszcie wybraliśmy zestaw wycieczek i wypraw do odbycia. Jak mam nadzieję, wszystkie uda nam się przeprowadzić i kontynuować z dużym powodzeniem. Zaczynamy dzisiaj od krótkiej wyprawy do NAMABEI – Nowy Rynek, gdzie spodziewamy się znaleźć liczne sklepy i restauracje w typowym turystycznym stylu. Może nawet będzie nam się to podobać. ZOBACZYMY? Jeszcze po lunchu wybrałem się na płatną plażę – REEF BEACH.

Okazało się jednak, że plaża, aczkolwiek z widokiem na morze, niestety nie nadaje się do pływania. Po prostu nie ma bezpiecznego dostępu do wody, a linia wody styka się bezpośrednio z żółtym, piaskowcowym, skalistym klifem. Parasole plażowe bardzo solidne, uplecione z wikliny. Widać, że o bardzo dużej trwałości. Ale poza leżeniem i opalaniem się oferta jest głównie dla uczących się nurkowania. Może sam za kilka dni tego spróbuję. WSZYSTKO JESZCZE PRZED NAMI! Nakręciłem kilka metrów filmu na ten temat. Zobaczymy po powrocie jak wyszedł.


Wieczorem wybraliśmy się hotelowym busem do NAMABEI – oczywiście typowego arabskiego centrum handlu. Tysiąc ludzi dokonuje tysięcy zakupów. Wśród nich oczywiście byliśmy również my. Zakupiliśmy wycieczkę do Kolorowego Kanionu oraz zarezerwowaliśmy Kair - to były planowane zakupy. Nieplanowany był za to zakup perfum egipskich o cudownych właściwościach. Podobno po ich użyciu potencjał miłosny mężczyzny wzrasta niezmiernie, a kobieca chuć tym bardziej. Po małych, ale kosztownych zakupach wracamy taksówką do hotelu. Wycieczka bardzo pouczająca i kosztowna.


15.01.2009, czwartek.
Jak zwykle obfite śniadanie. Potem opalanie się nad basenem. Oferta hotelowa naprawdę sympatyczna. Nauki tańca brzucha nad basenem, kąpiele nie tylko słoneczne i obficie zaopatrzony bar w ramach ALL INCLUSIVE. To wszystko serwowane do lunchu i po lunchu.

O 14.00 wyjazd na wycieczkę na quadach. Dojazd do bazy, a z bazy 2 godziny super jazdy na szybkich jak wiatr hondach z silnikami o pojemności 250 cm3. Pojazdy bardzo fajne, można na nich jeździć w 1 lub 2 osoby. Podobno cena takiego pojazdu to 8.000 USD. Nawet zainteresowałem się taką ofertą turystyczną dla potrzeb naszego pola golfowego. Może nawet z wykorzystaniem miejsca w Pasiekach. Tym bardziej pomysł z grilem i ogrodzeniem może mieć swój sens. Dobrze byłoby zahaczyć o Aniołowo. To może być wyprawa szlakiem pocztylionowym aż do Janowa. Trzeba oczywiście to sprawdzić i przetrenować. Jazda jak na rowerze. To jest idea. Pewnie zrobimy to za kilka dni. Quady pozostawiły wspaniałe wspomnienie i trochę niezłej adrenaliny. To zdecydowanie warto zobaczyć na zdjęciu. Po drodze przystanek z posiłkiem i ewentualnie zmiana pojazdu na wielbłąda. Też warto to przeżyć. Widoki wspaniałe i warte czasu i tych pieniędzy jakie kosztowały.

Wieczorem. Po kolacji postanowiliśmy odwiedzić STARY RYNEK - miejsce handlu arabskiego w tradycyjnym arabskim stylu – prawdziwy SUK. Nawet to mi się podobało. Tym razem mniej agresywni sprzedawcy niż w NAMABEI, a towarów znacznie więcej i ceny znacznie bardziej przystępne. Super widoki na biznes w miejscowym beduińskim stylu. W jedną stronę poszliśmy pieszo, powrót taksówką za niecałe 3 USD. To też ciekawe przeżycie.

<<< Takie były dekoracje

16.01.2009, piątek.
Tym razem dzień odpoczynku. Po śniadaniu wybrałem się samodzielnie na bezpłatną publiczną plażę. Plaża miejska - TERAZZINA - to piaszczysty i zdatny do kąpieli kawałek wybrzeża. Zatrzęsienie ludzi i leżaków oraz oczywiście parasoli hotelowych. Poszczególne hotele zajmują swoje prywatne kawałki, ale przejście wzdłuż wody jest w zasadzie możliwe. Bardzo interesujące, ale z tej plaży można zamówić katamaran z żaglami, około 35 USD za godzinę, albo spadochron ciągnięty przez motorówkę. Kilka osób nawet próbowało się kąpać. Ale tylko kilka. Przecież to połowa stycznia. Po drodze zwiedziłem centrum rozrywki Lajla Delajla. To taki ośrodek rozrywki i podobno wieczorami odbywają się tam występy kabaretowe, taniec brzucha i temu podobne atrakcje. Niestety byłem w tym miejscu stosunkowo wcześnie rano. Po lunchu trochę leżakowania i wieczorna drzemka przed wyjazdem późnym wieczorem na GÓRĘ SYNAJ.

 

Wyjazd na Górę SYNAJ rozpoczyna się około 22.00. Potem jazda autobusem przez około 2,5 godz. Po drodze mijamy i uczestniczymy w kilku sprawdzaniach wiz i paszportów. Zupełnie niezrozumiałe poza manifestacją – kto tu ma władzę. Ale mniejsza o takie drobiazgi. Około godziny 1.00 docieramy do podnóża góry i po krótkim odpoczynku ruszamy na szczyt. W restauracji na dole zostawiamy śniadania. Zjemy je ze smakiem po powrocie.

Już od pierwszych chwil Beduini namawiają nas na skorzystanie z wielbłąda. DOBRY WERBLUD, CAMEL, CAMEL, CAMEL... Po kilkuset metrach próby walki ze słabością decydujemy się z Marzenką na skorzystanie z tego „okrętu pustyni”. Oczywiście po jednym dla każdego – koszt to 10 USD od sztuki, ale zapewniam, że to były na pewno dobrze zapracowane przez te zwierzęta pieniądze. Prawie 2 godziny wiozły nas do podnóża szczytu. Stamtąd tylko 750 schodów do szczytu zwieńczonego greckim klasztorem. Miejsce samotne, skaliste i wietrzne. Temperatura na szczycie, to około 5-7 C.


Na szczycie podziwialiśmy wschód słońca, chociaż trochę zachmurzony. W tym dniu planowany był na około 6.40. Po wschodzie wracamy do klasztoru Św. Katarzyny na śniadanie. Resztkami sił docieramy na miejsce. Ale od rana w klasztorze ogromny ruch turystyczny i pielgrzymkowy. Setki ludzi pragną zadeptać klasztor i pobliskie okolice, trochę beduińskiego handlu, ale wszystko jakieś nierealne i nie do końca prawdziwe. Surowa sceneria brązowego piaskowca, palące z umiarem słońce, Można tylko wyobrazić sobie jak tu jest w miesiącach letnich. Prawie piekło.

<<< Zejście ze szczytu

Ponownie dociera do mnie myśl, że prawdziwe ożywienie turystyczne Pasłęka może nastąpić w związku z Sanktuarium Serca Jezusa w Zielonce Pasłęckiej. To może być dodatkowa droga do rzesz odwiedzających. To tak wiele i tak mało zarazem. Trzeba to wszystko trochę tylko zmodyfikować i przemyśleć.

Wszystkim przed wyjazdem opowiadałem, że jadę na GÓRĘ SYNAJ pomodlić się o większe pieniądze. Tak naprawdę modliłem się jednak o zdrowie, a po powrocie rozchorowałem się mocno. Może w takim razie faktycznie pojawią się większe pieniądze. To może jednak cudowna Góra i ma też woje tajemnice. Prawdą jest, że osiągnąłem szczyt i może mogę mieć nadzieję na spełnienie moich próśb i życzeń.

Zwiedzanie klasztoru Św. Katarzyny, to wejście do Cerkwi, ucałowanie relikwii Św. Katarzyny i obejrzenie krzewu gorejącego, który oczywiście jest w pełni zielony. Setki ludzi tłoczy się i pragnie ułamać chociaż odrobinkę gałązki. Potem jest podobno do odwiedzenia biblioteka klasztorna bardzo bogato wyposażona w manuskrypty oraz dzieła ręcznie pisane i przepisywane. Klasztor Św. Katarzyny jest podobno najstarszym istniejącym klasztorem na ziemi. Jak rozumiem w obrębie religii greko–katolickiej, a może całej katolickiej. Klasztory w Nepalu, Chinach czy Birmie mają z pewnością dłuższą tradycję. Nie zapominajmy oczywiście nawet o czasach Starożytnej Grecji i Rzymu. To były i istnieją nadal jako świątynie. Podróże męczą więc, cieszą i bogacą.

A teraz może pokażemy naszego Świętego Mikołaja. To nasza wspaniała córeczka Delfina w swojej nowej odpowiedzialnej pracy: TRAVEL PLANET.

Delfina w swojej pracy >>>


17.01.2009, sobota.
Po powrocie autokarem do hotelu około godziny 13.00 okazało się, że moje zdrowie zostało znacząco nadszarpnięte. Marzenka zaaplikowała mi szybko augmentin i włożyła do ciepłego łóżeczka. Niestety jakoś nie mogłem się rozgrzać. To bardzo dziwne, ale było mi bardzo, bardzo zimno. Cały dzień do wieczora przeleżałem w łóżku, a co za tym idzie zrezygnowaliśmy z kolejnej wycieczki do KOLOROWEGO KANIONU i KAIRU, bardziej skupiając się na opalaniu i leżakowaniu nad basenem, niż nad zwiedzaniem turystycznych atrakcji okolic.


18.01.2009, niedziela. Dalsze kurowanie i wypoczynek, rozmowy i dyskusje z innymi uczestnikami wycieczek, lenistwo i leżakowanie. Nie wiem dlaczego, ale we wszystkich prawie językach leżenie, odpoczywanie zaczyna się na literę L. Tak więc z wyjątkiem krótkich spacerów przeżywamy wielkie L.

19.01.2009, poniedziałek. Dzisiaj wybraliśmy się z Marzenką na publiczną plażę TERAZZINA, gdzie można było się spokojnie wykąpać i odpocząć. Nakręciłem tam króciutki film o krabie mieszkającym na plaży i przyglądałem się łodzi z szybami w dnie do obserwacji podwodnego życia rafy koralowej.

Czas wracać do domu, jeśli zaczynamy myśleć o nim i o domowych sprawach. Było cudownie i nie za długo. To jest luksusowe życie.

20.01.2009 wtorek. Ostatni pełny dzień w Egipcie. Właśnie dzisiaj zaplanowaliśmy odwiedzić delfinarium. Wspaniałe 3 delfiny pokazywały, jak bardzo lubią baraszkować i współpracować z ludźmi. Pięknie pływały, skakały, tańczyły i oczywiście za wszystko dostawały w nagrodę rybne łakocie.

Bardzo podobały nam się te występy i oczywiście warto było to zobaczyć. Naprawdę. Film o delfinach mam na video, nie robiłem w zasadzie zdjęć. Delfiny naprawdę z radością i uśmiechem spełniały życzenia trenerów. Jak nasz pies Sendi. To biały golden retriver.

KONIEC - może to dopiero POCZĄTEK


Pełna wersja relacji z wycieczki (z dodatkowymi zdjęciami):
wycieczka_do_egiptu.zip (35MB)

 
strona główna | o nas | nasza oferta | edukacja | podróże | golf | Centrum Transferu Technologii | KFE Europa | Expert F | Amber Dom | kontakt